Zacznijmy od rzeczy najprostszej, a jednocześnie najczęściej pomijanej – stres nie działa zero-jedynkowo. To nie jest tak, że wszystko gra, a potem nagle, nie wiadomo skąd pojawia się wypalenie, załamanie albo chroniczne zmęczenie. Nasze układy nerwowe są bardziej jak kubki, które napełniają się mililitr po mililitrze. I zanim zacznie się nam „ulewać”, możemy długo nie zauważać, że poziom wody jest już niebezpiecznie wysoki.
Pięknie tłumaczy to podejście trauma-informed, które zakłada sposób patrzenia na ludzi i ich zachowania przez pryzmat doświadczeń, jakie przeszli, a nie przez pryzmat ocen czy etykietek. To podejście, które zakłada, że:
- wiele reakcji ludzi (emocji, trudności, napięć, wybuchów, zamrożeń) to skutki obciążenia układu nerwowego,
- nie pytamy – co jest z tobą nie tak?, tylko – co ci się przydarzyło i czego teraz potrzebuje Twój układ nerwowy, żeby czuć się bezpiecznie?,
- stawiamy na bezpieczeństwo, wybór, szacunek i regulację,
- zakładamy, że człowiek nie robi nic na złość a raczej próbuje sobie jakoś poradzić.
Głównym przesłaniem trauma-informed jest to, by robić rzeczy tak, by nie szkodzić a wspierać regulację i traktować ludzi z troską o ich układy nerwowe.
Okej, ale co to ma wspólnego z prewencją stresu?
Ano ma. W kulturze produktywności jesteśmy nauczeni ignorować tzw. microstressors, czyli mini bodźce, które same w sobie brzmią banalnie ale skumulowane mogą nam mocno szkodzić. O co chodzi?
- drobne konflikty w pracy,
- multitasking,
- niepewność,
- mikrozmiany planów,
- ciągłe bycie pod telefonem,
- powiadomienia mailowe, teamsowe,
- przerywane skupienie,
- komunikaty pilne, ważne, „na wczoraj” (choć wiadomo, że bez tego „czegoś” ziemia nadal będzie się kręcić).
Te i szereg innych „drobiazgów” to sygnały dla naszych układów nerwowych. Wygląda to troszkę tak, jakby z każdym tym „drobiazgiem” pojawiała nam się w głowie taka tablica ostrzegawcza z napisem – bądź gotowy/gotowa – COŚ ZARAZ może się wydarzyć. Każdy taki sygnał to zatem odrobina kortyzolu, adrenaliny i napięcia mięśniowego. I tak kropla po kropli. Dzień po dniu.
W podejściu trauma-informed patrzy się na to tak, że te mini-stresory nie są małe, jeśli są chroniczne. Są mikro ale tylko z nazwy.
Kiedy ciało mówi DOŚĆ, TO ZA DUŻO
Kiedy małe stresory zaczynają się sumować, układ nerwowy wchodzi w tryby, które świetnie opisuje model regulacji: wyciszenie – pobudzenie – przeciążenie.
- Wyciszenie – jesteśmy względnie stabilni, reagujemy adekwatnie do sytuacji
- Pobudzenie – przyspiesza tętno, rośnie napięcie, trudniej o elastyczność.
- Przeciążenie – zaczyna brakować zasobów, ciało próbuje się bronić. Robi to na dwa sposoby – albo mobilizacją (drażliwość, pośpiech, muszę), albo odcięciem (pustka, zmęczenie, brak energii).
Problem polega na tym, że bardzo wiele osób pracuje latami w fazie 2 i tak mocno się do tego przyzwyczaja, że myśli, że to ich normalne tempo życia. A potem nagle BACH – faza 3. I to już nie jest chwilowe przemęczenie. Pojawia się wyczerpanie układu nerwowego. Całkowita kapitulacja.
Wypalenie zawodowe – wynik nagromadzonych obciążeń?
W podejściu trauma-informed wypalenie rozumie się jako długoterminową, niezaopiekowaną odpowiedź organizmu na przeciążenie energetyczne i emocjonalne.
Wypalenie pojawia się zwykle tam, gdzie jest:
- wysoka odpowiedzialność,
- niski wpływ,
- brak poczucia bezpieczeństwa,
- presja wyników,
- niewidzialna praca emocjonalna,
- chroniczne mikrostresory,
- brak realnych przerw,
- brak regulacji w zespole.
Skąd to się w ogóle bierze? (3 poziomy źródeł stresu)
1. Biologiczny
Układ nerwowy jest zaprojektowany na krótkie, intensywne stresy – nie na stałe dostarczanie mu małych napięć. Chroniczny stres przestawia mózg na tryb przetrwania.
2. Psychologiczny
Wiele osób nosi w sobie stare wzorce radzenia sobie. Znacie na pewno te myśli w stylu muszę ogarnąć, nie mogę odpuścić, nie mogę być gorsza. Te przekonania są często echem wcześniejszych doświadczeń, niekiedy traumatycznych.
3. Systemowy
Niestety bardzo dużo środowisk pracy czy edukacji wciąż funkcjonuje w modelu, który premiuje napięcie, nadwydajność i ignorowanie sygnałów z ciała. To system, który wręcz generuje stres, a potem pyta ludzi, ale czemu sobie nie radzisz?
PS Żeby była jasność – wiele „systemów” po prostu nie wie, że tak działa i ignoruje ludzką fizjologię. Mimo ogromnej edukacji w tym zakresie, szczególnie wśród dużych, odpowiedzialnych firm wciąż, wątek świadomego zarządzania prewencją stresu jest to pewna bańka i temat marginalny. Poza tą bańką wiele „systemów” nie ma pojęcia o tym, co opisuję w tym artykule. Albo nawet ma pojęcie, ale walczy o przetrwanie i nie bardzo ma pole manewru. W sumie to temat na osobny artykuł więc postawię tu kropkę.
Do brzegu, czyli dlaczego prewencja stresu jest tak ważna, zwłaszcza z perspektywy trauma-informed?
Kiedy planujemy działania prewencyjne, musimy uwzględnić fakt, że ludzie nie zaczynają od zera. Każdy z nas ma inny próg wrażliwości, inne doświadczenia, inny … „kubek stresu”. I właśnie dlatego:
- to, co jest dla jednego osobą drobnostką, dla kogoś innego może być uderzeniem w stary ślad traumatyczny,
- nie istnieje jeden, uniwersalny przepis na odporność,
- potrzebujemy narzędzi, które wspierają regulację układu nerwowego, a nie tylko bardziej mówią jak bardziej efektywnie zarządzanie czasem.
Dobre działania prewencyjne:
- zauważają mini-stresory,
- zakładają, że każdy układ nerwowy jest inny,
- wbudowują bezpieczeństwo, wybór i przewidywalność w sposób pracy (mieści się w tym również dobra organizacja pracy, jasne cele, odpowiedzialności etc.),
- tworzą kulturę, w której ludzie mogą mówić to dla mnie za dużo,
- opierają się również na regulacji, a nie wyłącznie na produktywności.
Cały myk polega na tym, że nie chodzi o to, aby radzić sobie coraz lepiej ze stresem. Chodzi o to, żeby budować środowiska, w których stres nie będzie permanentnym stanem funkcjonowania.
Dlaczego o tym wszystkim trzeba mówić?
Bo prewencja stresu to nie jest miły dodatek. To jest fundament trwałej efektywności, zdrowia psychicznego i jakości relacji. A to realnie przekłada się na zasobność, kreatywność i po prostu biznes. Nie trzeba mieć super dobrego serca, by dbać o dobre środowisko pracy – można podejść do tego czysto biznesowo (bezpieczne miejsce pracy = lepsze efekty pracy zespołów).
Podejście trauma-informed daje nam język, narzędzia i perspektywę, która pozwala projektować działania prewencyjne mądrze i reagować szybciej. Jest też podpowiedzią dlaczego „owocowe czwartki” to miły dodatek ale jednak nie jest to prewencja stresu, na której powinno nam zależeć.
Słowo końcowe
Absolutnie fascynuje mnie wykorzystywanie podejść stosowanych w coachingu czy terapii do projektowania świadomych rozwiązań, które budują wspierające miejsca pracy. Mam przekonanie, że w związku z tym, że mini-stresorów jest w naszej codzienności naprawdę sporo, świadomość takich podejść może nam przynieść wiele dobrego.
Inspiracją do napisania tego artykułu było szkolenie w ramach kursu w Pracowni Coachingu Novo, z którą mam przyjemność współpracować. Dziękuję Michalinie Wojnarowicz za wprowadzenie w świat traumy. Czekam na kolejne „odcinki” szkolenia i dostawę książek w tym wątku, by mocniej zgłębić temat.
