Ciemna postać, z ogniem w głowie

Opowieści różnej treści. Jedna rzecz – opowiadanie z okazji Dnia Walki z Depresją.

W małej uliczce, której nie było na żadnej mapie, stał sklep. Nie miał szyldu. Tylko drzwi w kolorze wyblakłej mięty i dzwoneczek, który brzmiał tak, jakby dawno przestał wierzyć w odwiedzających.

Weszła tam pewnego dnia kobieta o imieniu Liwia. Nie dlatego, że chciała. Raczej dlatego, że nie miała już dokąd pójść. W środku pachniało kurzem. Za ladą stał starszy mężczyzna w kamizelce, z twarzą, która widziała więcej niż mówiła.

– Czego pani szuka? – zapytał spokojnie.

Liwia zastanowiła się. Dawniej odpowiedziałaby szybko. Teraz słowa nie miały ciężaru.

– Nie wiem – powiedziała w końcu. – Chyba… czegokolwiek.

Sprzedawca skinął głową, jakby to była najczęstsza odpowiedź na świecie. Na półkach stały słoiki. W jednym „Lekki poranek”. W drugim „Śmiech bez powodu”. Dalej „Spokojny sen”, „Chęć do rozmowy”, „Ciepło w klatce piersiowej”. Liwia podeszła bliżej. Słoiki nie świeciły. Nie kusiły. Wyglądały zwyczajnie, jak ogórki na zimę.

– To działa? – zapytała.

– Jeśli pani użyje – odparł.

Zawahała się.

– A coś większego? Może… sens? Może powód, żeby wstać?

Sprzedawca spojrzał na nią uważnie.

– Dużych rzeczy nie sprzedajemy w całości. Pękają w transporcie.

Podsunął jej małe pudełko. Na etykiecie było napisane: „Jedna rzecz”.

– Co to jest?

– Cokolwiek pani wybierze.

Liwia otworzyła wieczko. W środku leżała kartka. Pusta.

– To żart?

– Nie. Depresja zabiera pani wszystko hurtem. My oddajemy pojedynczo. Dziś może to być umycie włosów. Jutro wyjście na spacer. Pojutrze telefon do kogoś, kto nie zapyta „dlaczego”, tylko „kiedy”.

Liwia poczuła irytację. To miało być lekarstwo? Jedna rzecz?

– To za mało – szepnęła.

– Na zawsze? Oczywiście. Na dziś? W sam raz.

Wzięła pudełko. Było zaskakująco ciężkie, jakby w środku leżał kamień. Albo decyzja.

– Ile płacę?

– Płaci pani uwagą – odpowiedział sprzedawca. – I cierpliwością. Zwrotów nie przyjmujemy, ale można wracać.

Kiedy wyszła, ulica wydawała się taka sama. Szara, obojętna, chłodna. Depresja nie zniknęła jak para z lustra. Szła obok niej, krok w krok. Ale w kieszeni miała „Jedną rzecz”. Tego dnia była nią herbata wypita do końca, nie zostawiona na stole. Następnego – otwarte okno na pięć minut. Potem – umówiona wizyta u lekarza, chociaż dłonie drżały.

Depresja to złodziej wielkich słów. Zabiera „zawsze”, „nigdy”, „sens”. Ale nie umie ukraść jednej małej decyzji podjętej dziś. A od jednej decyzji zaczyna się powrót. Powoli, bez wodotrysków, ale naprawdę.

Z okazji Dnia Walki z Depresją – dla wszystkich, którzy się z nią zmagają – ślę moc życzliwości. Wiem, że to ciężka choroba. Wiem, że jest w niej trudno. Trzymam kciuki za siłę do walki z nią!

Inspiracja: opowiadania Iriny Sieminoj

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *